Edwin Herbert Land nie tylko wynalazł aparat. Wynalazł sposób na spowolnienie czasu.
Historia zaczyna się na długo przed kamerami. Zaczyna się od światła. W 1932 roku Land i jego partner George Wheelwright założyli Laboratoria Land-Wheelwright. Ich cel był prosty: stworzyć polaryzatory światła. Nie dla sztuki. Dla nauki. W szczególności niedrogie arkusze z tworzywa sztucznego, które mogą wyeliminować odblaski.
Do 1936 roku nauka ta przekształciła się w okulary przeciwsłoneczne. Ludzie je kochali. Nie było już potrzeby mrużyć oczu w słońcu. W 1937 roku firma została zarejestrowana pod nazwą Polaroid. Nazwa utknęła, podobnie jak sama technologia.
Potem zaczęła się wojna.
Lata 30. i 40. XX w. to lata pełne wydarzeń. Polaroid opracował procesy tworzenia filmów 3D. Stworzyli także spolaryzowane urządzenia optyczne do użytku wojskowego. Nie buduje się zaawansowanej optyki dla zabawy. Tworzysz go w celach strategicznych.
Ale Land miał większy pomysł. Chciał wyeliminować czekanie.
Chemicy nazywają to „fotografią z lampą błyskową”. Konsumenci nazywali to magią. W 1947 roku na rynek wszedł aparat Polaroid Land. Zmieniła wszystko. Zrobiłeś zdjęcie. Widziałeś, jak to się manifestowało. Żadnego ciemnego pokoju. Brak dni oczekiwania na wyniki badań laboratoryjnych.
Pierwsze odbitki miały odcień sepii. Pojawienie się zajęło 60 sekund. Sześćdziesiąt sekund w fotografii wydaje się wiecznością. To zmusza do natychmiastowego docenienia wyników. Nie możesz ukryć się za kliknięciem migawki.
Technologia rozwijała się szybko. W latach pięćdziesiątych XX wieku pojawiły się czarno-białe odbitki, których wywołanie zajęło zaledwie 15 sekund. Szybciej. Jaśniejsze. W latach 60. pojawiła się fotografia kolorowa. I kasety filmowe. To był ogromny przełom. Koniec z mieszaniem chemikaliów we własnej łazience. Właśnie wymieniłeś kasetę.
Potem w 1972 roku pojawił się SX-70.
To nie był tylko aparat. To było kompaktowe arcydzieło. Składało się. Stał się kieszonkowy. Na tym samym arkuszu tworzyła odbitki negatywowe i pozytywowe. Jeden strzał. Dwie opcje. Natychmiastowe fizyczne potwierdzenie.
W 1977 roku próbowali stworzyć natychmiastowe ruchome obrazy. Nie stało się tak powszechne jak fotografia. Ale podstawowa idea pozostaje ta sama.
Land zmarł w 1991 roku. Założona przez niego korporacja już zmieniła sposób, w jaki ludzie przechowują wspomnienia. Sprawili, że fotografia stała się namacalna. Natychmiastowy.
Wciąż mówimy o kliknięciu. Informacje o wyrzucaniu wydruku. O czekaniu.
Dlaczego tęsknimy za tym opóźnieniem?
Powolna śmierć ikony
Edwin Land opuścił stanowisko kierownicze w 1980 r. Nie przeszkodziło to jednak w działaniu mechanizmu.
W latach następujących po odejściu Polaroid nie zadowalał się dotychczasowymi sukcesami. Firma agresywnie penetruje rynek profesjonalnych laboratoriów i gospodarstw domowych, oferując rozbudowany katalog produktów. Znajdowały się w nim filmy o dużej szybkości, dyskietki (tak, naprawdę), sprzęt do obrazowania medycznego, systemy bezpieczeństwa do weryfikacji tożsamości i przezroczyste kamery. Było to rozległe imperium analogowej doskonałości.
Potem nastąpił legalny nokaut.
W 1986 roku firma Polaroid otrzymała wyrok w wysokości 925 milionów dolarów przeciwko Eastmanowi Kodakowi. Zwycięstwo w sprawie o naruszenie patentu. Była to wówczas najwyższa kwota, jaką kiedykolwiek przyznano w takich sprawach. Pieniądze te mogły pozwolić firmie na utrzymanie działalności, ale nie powstrzymały wewnętrznego rozkładu.
Lata 90. przyniosły przebłyski świetności. Wprowadzili kamery z wbudowanymi schowkami. Przeprojektowali Polaroid OneStep, który stał się światowym bestsellerem. Było nostalgicznie, namacalnie i pożytecznie. Ale fundamenty już się zmieniły.
W 1996 roku wypuścili swój pierwszy aparat cyfrowy.
To miał być punkt zwrotny. Ale tak się nie stało.
W 2001 roku stało się jasne, że powrót do przeszłości jest niemożliwy. Polaroid ogłosił upadłość. Ogólna opinia? Firma nie przyjęła technologii cyfrowej. Trzymała się filmu natychmiastowego, podczas gdy świat szedł dalej. To nie była tylko zła strategia; była to niechęć do rozstania się z przeszłością.
Aktywa zostały sprzedane. W niecały rok zostały sprzedane firmie OEP Imaging Corporation. Stworzyli firmę fasadową: Primary PDC, Inc. Dzięki niej nazwa „Polaroid” pozostała przy życiu. OEP przekształciło się w Polaroid Holding Company (PHC).
Dwa lata później, w 2005 roku, Petters Group Worldwide kupiła PHC.
Firma znajdowała się pod ochroną upadłościową aż do 2006 roku. Tutaj zaczyna się najdziwniejsza rzecz. Przez te dwa lata Polaroid nie miał pracowników. Nie było żadnych operacji. Nie było fabryk tętniących życiem. Ale marka? Marka była nadal w użyciu. Licencję otrzymali zagraniczni producenci. Kupiłeś elektronikę Polaroid wyprodukowaną gdzie indziej, bez żadnego związku z inżynierią lub filozofią oryginalnej firmy.
W 2007 roku kamer już nie było. Sprzęt, który definiował całą generację, zniknął.
Potem przyszedł ostateczny cios dla fanów fotografii analogowej.
W 2008 roku Polaroid ogłosił koniec pewnej ery. Na początku 2009 roku firma definitywnie zaprzestanie produkcji filmów natychmiastowych. Chemia. Zapach. Odcisk fizyczny. Wszystko zniknęło.
Ale oto zwrot akcji. Później w 2008 roku spółka dominująca, Petters Group, również złożyła wniosek o upadłość.
Jednak, co dziwne, Polaroid nadal produkował i promował nowe produkty.
Jak? Marka stała się duchem. Licencja. Obietnica jakości, która w rzeczywistości już nie istniała. Firma, która kiedyś wynalazła fotografię natychmiastową, stała się narzędziem marketingowym dla produktów, nad którymi już nie miała kontroli.
To przestroga dotycząca wartości marki. Możesz sprzedać aktywa. Możesz zwalniać pracowników. Ale jeśli ludzie nadal kupują tytuł, duch nadal będzie chodzić.
