Np. Sulzberger nie ma zamiaru przepraszać za wydanie 20 milionów dolarów na procesy sądowe przeciwko OpenAI i Microsoftowi. Dla większości wydawców zniknięcie takich sum w zapomnieniu sądowym wywołałoby panikę. Ale dla wydawcy The New York Times jest to po prostu koszt prowadzenia biznesu.

„To cena za ochronę dziennikarstwa” – powiedział mi pod koniec lipca. „Jak w Timesie, jak gdzie indziej.”

Sulzberger stoi na czele publikacji od prawie dziesięciu lat. Poprowadził gazetę przez rewolucję cyfrową. Ale teraz broni samego pojęcia newsa.

Pozywanie gigantów technologicznych to dopiero połowa wojny. Administracja Trumpa aktywnie stara się pozyskać materiały od dziennikarzy na mocy nakazów sądu. Wezwania doręczono bezpośrednio do domów dziennikarzy „Timesa”, którzy jako pierwsi ujawnili historię katarskich prezentów przekazanych Air Force One. Zostali wezwani do sądu wraz z operatorami komórkowymi. Skontaktowali się nawet z członkami rodziny.

To eskalacja, jakiej nie widziano od ponad stulecia.

„To najpoważniejsza próba wywarcia nacisku na prasę przez Biały Dom, jaką widzieliśmy od czasu Woodrowa Wilsona”.

Czas jest trudny. Times niedawno przekroczył granicę 13 milionów abonentów. W odróżnieniu od innych uczestników rynku posiada znaczne rezerwy finansowe. Jego wydanie jest stabilne. Ale Sulzberger wszędzie widzi egzystencjalny strach.

Firmy zajmujące się sztuczną inteligencją pożerają otwartą sieć. Państwo atakuje reporterów. Inne firmy medialne upadają pod ciężarem cyfrowego chaosu.

Musimy porozmawiać o tym, jak The New York Times wykorzystuje sztuczną inteligencję w swojej pracy. Nie jako fantastyczna koncepcja, ale jako prawdziwe narzędzie w dzisiejszych redakcjach.

Jak The New York Times wykorzystuje sztuczną inteligencję w dziennikarstwie

Większość wydawców podchodzi do tego bezkrytycznie. Niektórzy przekazywali botom gotowe wersje robocze artykułów. To było głupie. Publikowano błędy i tworzono fałszywych dziennikarzy.

Sulzberger nazywa to „całkowicie przewidywalnym i całkowicie niepotrzebnym zestawem błędów”.

Podejście Timesa jest inne. Postrzegają sztuczną inteligencję jako filtr, a nie autora.

Weźmy na przykład reportera, który niedawno zdobył nagrodę Pulitzera za prace dochodzeniowe wspomagane sztuczną inteligencją. Analizował leje po bombach w Gazie i Izraelu. Miał miliony zdjęć satelitarnych. Sztuczna inteligencja pomogła zredukować ten zestaw danych do tysięcy kluczowych klatek.

Wtedy w grę wchodzi ta osoba. Studiuje każdą z tych tysięcy fotografii. Sprawdza pod kątem anomalii. Potwierdza wzorce.

„Wykorzystujemy [AI] znacznie częściej w procesie dochodzeniowym niż przy pisaniu, redagowaniu czy układaniu układu” – mówi Sulzberger.

Rozważ finansowanie kampanii. Zasadniczo jest to rozpoznawanie wzorców. Kim są dawcy? Jakie zmiany zachodzą pomiędzy dużymi i małymi dawcami? Gdzie są anomalie? Sztuczna inteligencja świetnie radzi sobie z identyfikowaniem tego szumu informacyjnego.

„Powinieneś myśleć o sztucznej inteligencji jako o «filtrze».”

Zmniejsza zestaw danych. Podkreśla znaczący sygnał. Ale dziennikarz pozostaje odpowiedzialny. Zawsze.

„Nie pyta się komputera: «A co, jeśli popełni błąd?». Wystarczy naprawić błąd” – przekonuje. „Jeśli sztuczna inteligencja popełni błąd, Twoim zadaniem jest znaleźć ten błąd i go naprawić”.

Filozofia tej firmy opiera się na cierpliwości. Większość organizacji informacyjnych pospieszyła do przodu zbyt szybko. Chcieli być pierwsi. Times postanowił poczekać, obserwować i badać sytuację. Eksperymentowali po cichu za kulisami.

Dlaczego? Ponieważ bycie dokładnym jest ważniejsze niż bycie pierwszym.

Mrożący wpływ na dziennikarstwo

Sulzberger nie przebiera w słowach, mówiąc o klimacie politycznym. Nazywa działania Departamentu Sprawiedliwości „rażącym nadużyciem władzy”.

Nie chodzi tylko o Times. Koledzy w Waszyngtonie donoszą o kolejnych niepokojących zjawiskach.

Mówią, że inne redakcje stosują autocenzurę.

Niektórzy reporterzy mówią swoim redaktorom, że nie będą się zajmować pewnymi artykułami. Nie dlatego, że nie są zainteresowani. Ale ponieważ śmiertelnie boją się represji. Ich strategia? Poczekaj, aż Times lub The Wall Street Journal opublikują artykuł, a następnie skontaktuj się z nami.

Postrzegają Times jako tarczę. Publikowanie oryginalnego źródła jest zbyt ryzykowne.

„To jest definicja efektu mrożenia” – mówi Sulzberger. „Przesłanie, że należy unikać represji, dociera do samego dołu redakcji”.

Jego zadanie jako wydawcy? Przerwij ten cykl.

Osobiście dzwonił do każdego dziennikarza, przeciwko któremu wystosowano wezwania do sądu. Powiedział im: „Jesteśmy dla was. Zrobimy wszystko, co konieczne, aby was wesprzeć”.

Ich odpowiedź?

„Och, nie odpuścimy tej historii”.

Świetnie.

Ponieważ zajęcie stanowiska oznacza domyślnie nie bycie wrogim. Oznacza to publikowanie prawdy, gdy wywołuje ona gniew władz. Oznacza to zadawanie trudnych pytań.

Branża jako całość trzyma się linii. Associated Press pozwała w związku ze sporem dotyczącym nazwy „Bay of America”. Nie poszli na żadne ustępstwa. Walczyli.

Twoje prawa są chronione tylko wtedy, gdy ich dochodzisz. Opuść wzrok, pochyl głowę? Stracisz wszystko.

Dlaczego niezależne dziennikarstwo jest ważniejsze niż kiedykolwiek

Sulzberger przyznaje, że media zawiodły w jednym ważnym zadaniu: wyjaśnieniu opinii publicznej, dlaczego ta praca jest tak ważna.

Przyjęliśmy ją za oczywistość.

Times co roku wysyła reporterów do 150 krajów. W ubiegłym roku były to Birma, Sudan, Liban, Iran, Wenezuela, Gaza i Rosja.

Na samej Ukrainie na miejscu pracowało 70 dziennikarzy „Timesa”.

Czy są ku temu argumenty finansowe? Być może nie. Kiedy dodasz koszt miesięcy badań, które doprowadziły do ​​powstania jednego artykułu, zwrot z inwestycji (ROI) wydaje się znikomy.

Ale wartość obywatelska tego jest nieoceniona.

Thomas Jefferson ujął to najlepiej:

„Gdybym miał wybierać między rządem bez prasy a prasą bez rządu, bez wahania wybrałbym to drugie”.

Dziennikarstwo sprawia, że ​​wiemy to, co wiemy.

A teraz? To właśnie sprawia, że ​​sztuczna inteligencja wie, co wie.

Na naszych materiałach szkolimy modele sztucznej inteligencji. Konsumują nasze fakty. Jeśli przestaniemy produkować wysokiej jakości dziennikarstwo, maszyny staną się mądrzejsze. Ekosystem informacyjny się załamuje.

„Times” stawia na tę zasadę 20 milionów dolarów.

Sulzberger nie prosi o współczucie. Prosi o jasność.

Jesteśmy w punkcie zwrotnym. Państwo wywiera presję na prasę. Sztuczna inteligencja zmienia sposób, w jaki konsumujemy treści. A opinia publiczna wciąż przegląda nagłówki gazet.

Czy Times może uratować dziennikarstwo? Być może nie sam.

Ale przez odmowę mrugnięcia okiem, zmuszanie firm zajmujących się sztuczną inteligencją do stołu negocjacyjnego i ochronę dziennikarzy, którym doręcza się wezwania do sądu?

Ona ustanawia precedens.

Pytanie nie brzmi, czy Times może uratować branżę. Pytanie, czy reszta branży nauczy się stać z nimi ramię w ramię.

Albo będą nadal czekać, aż „Times” jako pierwszy przyjmie kulę.

Zobaczmy. Reporterzy nie przestaną. Jednak społeczeństwo musi zrozumieć, że kiedy te prace się zakończą, wszyscy będziemy działać na ślepo.

I żadna sztuczna inteligencja nie jest w stanie tego naprawić.